Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: Farby (i rzemieślnicze techniki malarskie)
FREHA > Ogólne kategorie (bez podziału na epoki) > Rzemiosła i narzędzia
Stron: 1, 2
Gloria z Krakowa
Ze zdziwieniem dostrzegłam na forum brak takiego tematu. Zacznę więc:

Jak wygląda trwałość farb wodnych wykonanych średniowiecznymi metodami? Mam na myśli głównie drażliwą kwestię wodoodporności. Tempera, jeśli idzie o popularność, była wtedy farbą numer jeden. Zastanawiam się jednak czy wypada stosować ją do powierzchni wystawionych na szkodliwe działanie warunków atmosferycznych. Pomalowałam kiedyś sklepowymi temperami planszę do gluckhausa, jednak po kontakcie z wodą i oliwą z lampki misterne obrazki przeszły do historii:) Może lepiej więc traktować narażone na deszcz urządzenia (czyt. elementy ołtarza polowego) farbą olejną? Jak ma się ona jednak do - powiedzmy - XIII wieku? I gdzie poza Prezbiterem można szukać wskazówek co do jej produkcji?
A może jest jeszcze inna alternatywa?
Owen
Hej
Jakoś jednak sobie radzili przez te kilkaset lat bez olejnych, zresztą one bez zabezpieczenia też szybko uległyby zniszczeniu. Rozwiązaniem jest oczywiście werniks.
Pozdrawiam
Marek z Bytomia
W zasadzie nie da się odpowiedzieć na Twoje pytanie jednoznacznie. Nie wiem co masz na myśli pisząc "farby wodne" ponieważ w XIII wieku sama woda jako spoiwo już nie występuje. Zapewne chodzi ci o farby wodorozpuszczalne, gdzie spoiwa bywały różne (np. całe jajko, żółtko, guma arabska). Tempera jajowa po dluższym wysychaniu staje się trwale nierozpuszczalna w wodzie. Jednak odporność spoiwa na wode to tylko połowa sukcesu. Problem tkwi także w zaprawie (bo chyba malowałaś to na zaprawie?). Trzeba użyć takiej zaprawy, która jest bardziej odporna na wodę czyli tzw. półtłustej. Może pomóc użycie jako laserunku farby ze spoiwem żywiczno-olejnym jednak jej odporność na wodę także ma swoje granice. W żadnym razie sprawy nie rozwiązuje werniks ponieważ samego pojęcia werniks w znaczeniu jakim dzisiaj używamy nie było w XIII w (vernition to nie werniks). Poprostu funkcję werniksu pełniły różne substancje. Mogło być to białko, żywice roślinne, mastyks, sandarak (damara w Europie to dopiero XIX wiek). Wszystkie te werniksy nie zabezpieczają malarstwa przed działaniem wody dlatego, że jedne się ponownie rozpuszczą, a drugie zaślepną. Natomiast popularną techniką zabezpieczającą przed wilgocią w tym czasie oraz później było wcieranie w warstwę malarską oleju lnianego, pokostu lnianego (czyli nic innego jak gotowany olej lniany ze związkiem sykatywującym) lub wosku pszczelego. Z tych trzech najpopularniejszy zdaje się być pokost. Właśnie dlatego obraz Matki Boskiej Częstochowskiej stał się tzw. Czarną Modonną. W czasie gdy powstał obraz była to typowa ikona z jasną karnacją jednak przed każdym wyprowadzeniem obrazu na zewnątrz na procesje wcierano pokost lniany w lico. Zabieg ten powtarzano setki lat co spowodowało pociemnienie lica obrazu. Jest jeszcze technika enkaustycznazupełnie odporna na wodę (spoiwem jest wosk), ale jest to trudna technika i nie polecam dla niewprawionych malarzy-kopistów. Pamiętaj także o wygotowaniu deski na podłoże w oleju lnianym lub przynajmniej mocno ją natrzeć.
Ale się rozpisałem, już kończę.
Owen
Hej
Nie pisałem o damarze, ale o żywicznym zabezpieczeniu malunku - popularnie nazywanym werniksem. Ale ok bądźmy precyzyjni ;)
Według Cenniniego, pokost wcierać w obraz najlepiej po kilku latach, ponieważ bardzo reaguje ze świeżym malunkiem. Funkcje werniksu mogą pełnić różne substancje jak napisał Assur, od białka po żywice. Ja ze swej strony poleciłbym np. pokryć tablicę warstwą cienkiego kleju "perełki" ;). Ale po tym jak tempera już trochę przeschnie. Ewentualnie najpierw warstwa białka a potem klej
Pozdrawiam
Bartosz
Witam,
muszę się nie zgodzić ze sporą częścią tych teorii. Zrobię to w formie odpowiedzi na posty konkretnych osób
Najpierw Assur
1. Woda nie jest spoiwem tylko rozpuszczalnikiem więc sformułowanie " XIII wieku sama woda jako spoiwo już nie występuje". Jest błędne. Potem to korygujesz czy dopowiadasz o spoiwach, ale nie wymieniasz tam technik klejowych, już wtedy znanych.
2. "Tempera jajowa po dluższym wysychaniu staje się trwale nierozpuszczalna w wodzie." Proponuje popracować z ikonami (z temperą włoską osobiście nie miałem jeszcze do czynienia) i wykonac próby rozpuszczalnikowe. Tempera po dłuższym czasie jest jak najbardziej rozpuszczalna w rozpuszczalnikach silnie polarnych (a więc w wodzie). Wynika to z budowy białka, które nie tworzy tak jak np. olej linoksydu i nie zwiększa swojej wytrzymałości
3. Zaprawa nie ma być odporna na wodę, tylko niwelować pracę warstwy malarskiej i podłoża malarskiego. Oczywiście jej praca zależy od ilości wody, ale musi ją w jakimś stopniu chłonąć i oddawać, gdyż inaczej nie spełni swej funkcji. Jeżeli mówimy tu o historycznych zaprawach to jak rozumiem dla stosowanych na północy kredowo klejowych, a na południu gipsowo kredowych. W wielu bogatszych warsztatach była modyfikowana, czego dowiadujemy się z różnorakich traktatów. Do zaprawy kredowo-klejowej można dodać np. terpentyny weneckiej i uczynić ją pół-tłustą, ale ma to na celu poprawienia jej kohezji i adhezji, a nie uodporniania jej na wodę.
4. Może nie używano pojęcia werniks, ale dawni mistrzowie mieli świetne pojęcie o zabezpieczaniu swojej pracy. Tu również moglibyśmy odwoływać się do różnych traktatów. Ciekawi mnie skąd masz informacje, że damara pojawiła się w europie dopiero w XIX w. (mógł bym prosić o literaturę, jest to dla mnie informacja zaskakująca). Ale wracając do tematu, główną żywica naturalną stosowana jako werniks był szelak, a z innych nie wymienionych przez Ciebie (w wypadku malarstwa temperowego) lakiery caponowe, żółć wołowa, czy jak pisałeś olej lniany , co ciekawe nanoszony w tym wypadku palcami.
5. Co bardzo ważne, werniksy z żywic (w tym nie wymieniony przez Ciebie szelak) nie rozpuszczają się w wodzie!!! Żywice zależnie od żądanego stężenia roztowru rozpuszcza się w odpowiednich proporcjach w alkoholu. Następnie nakłada, a gdy alkohol odparuje żywica tworzy nieprzepuszczalną dla wody powłokę. To ze ślepną to inna sprawa, ale jest to proces powolny, a ich długotrwały czas starzenia pozwala na ich zmienianie.
6 Wywodu o matce częstochowskiej jest ciekawy. Miałeś może dostęp do dokumentacji konserwatorskiej, badań? Ja bym szedł w kierunku szukania problemu w składnikach koloru karnacyjnego, cżyżby standardowo biel ołowiana? Pociemnienie całego lica obrazu, ma się nijak do koloru karnacji.

Owen:
1. Nie polecam pokrywania żadnej warstwy malarskiej klejami typu perełka. Po pierwsze to nie historyczne smile.gif Po drugie, te kleje się do tego nie nadają, gdyż stanowią świetną pożywkę dla mikroorganizmów. A to tylko pierwszy (choć dla przedmiotu wynoszonego na zewnątrz najważniejszy) powód by tego nie robić. Nie będę się zagłębiał w resztę wad, od skurczu do właściwości błony.

Co ja sugeruje? Ja proponuje jako werniksu używać szelaku rozpuszczonego w alkoholu. W stężeniu 10-14%. Zakładać w kilku warstwach, po wyschnięciu poprzedniej. Oczywiście szelak ma lekko słomkowy kolor, co sprawi, że np biele nię będą idealne i przybiorą kolor kości słoniowej. Ale to wygląda szlachetnie.

Żeby nie dostało się mojemu koledze, z którego konta piszę informuje, iż jestem konserwatorem malarstwa. Pozdrawiam serdecznie. Adam
Owen
Hej
Ok, cieszę się że dyskusja staje się coraz bardziej profesjonalna, ja jestem tylko amatorem.
Odwołam się więc tylko do perełki - to jest popularna nazwa na klej skórny, szeroko stosowany w średniowieczu, więc jego historyczność jest raczej bez zastrzeżeń. Inna sprawa to czy się nadaje na zabezpieczenie malunku. Wydaje mi się że spotkałem się gdzieś z takim zastosowaniem, co konkretnie rozumiesz przez pożywkę dla mikroorganizmów?? Co się stanie?? smile.gif
Pozdrawiam
Marek z Bytomia
Drogi Bartoszu
ad 1. określenia tego użyłem ponieważ we wcześniejszych czasach gdy malowano konie lub ciało to m.in. używano wody jako spoiwa. jeśli kolega czytał post Glorii to zauważył, że rozważamy problem odporności warstwy malarskiej na wodę. nie wymieniałem technik klejowych ponieważ nie są odporne na wodę więc co za sens je wymieniać.

ad 2. w zasadzie cały punkt to bzdura. robiliśmy próby rozpuszczalnikowe na oryginałach, a także badania spoiw na chromatografie. Żeby usunąć temperę jajową trzeba obraz wrzucić na 24 h do wanny. Ja rozumiem, że kolega sobie robił próby na śweżym spoiwie jajowym, my robimy to na oryginałach. Różnica jest taka, że tempera jajowa pod wpływem światła, ciepła i garbników staje się bardzo odporna na działanie wilgoci i bardzo trudno ją usunąć. Zresztą odsyłam do literatury jak choćby banalna pozycja Farby i spoiwa malarskie Hoplińskiego. A jeszcze możemy rozważyć temperę jajową z dodatkiem oleju lnianego, ale zbytnio się oddalimy od tematu.

ad 3. Frazes zasłyszany gdzieś tam na I-szym roku od prof Flika o zaprawach kredowo-klejowych na północy, a gipsowo klejowych na południu ma się nijak do tematu o poprawieniu odporności na wilgoć malarstwa XIII wieku. Jak widzę minęło 10 lat, a profesor dalej to propaguje. Co do terpentyny weneckiej to czy kolega zna jakieś przykłady zastosowania w XIII wieku ? W tym miejscy ja poproszę o literaturę.

ad 4. Na temat damary polecam E.Stock Technik der neuzeitlichen Lackherstellung. Co do szelaku to akurat w XIII wieku był jako werniks stosowany bardzo rzadko z prostej przyczyny: szelak rozpuszcza się w wysoko procentowym spirytusie, który to spirytus rozpęczni warstwę temperową i zniszczy malarstwo. to są podstawy konserwacji malarstwa. Co do werniksów stosowanych w XIII wieku to wymieniłem te najpopularniejsze i nie ma potrzeby pisać tu podręcznika i wymieniać wszystkie.

ad 5. Co innego to żywice pochodzenia roślinnego (wiśniowa i śliwowa, wymieniane przez Teofila), które są całkowicie rozpuszczalne w wodzie, a co innego to żywice naturalne które są rozpuszczalne w alkoholach, a w przypadku XIII-tego wieku w spirytusie. To także są podstawy. Jeszcze się taki nie narodził, który by położył szelak bez spirytusu. To, że werniksy naturalne ślepną nie zawsze jest procesem powolnym. Wszystko zależy od warunków przechowywania. Często w wilgotnych warunkach werniks ślepnie po 2-3 dniach.

ad 6. Mój "wywód" pochodzi z dokumentacji konserwatorskiej, która znajduje się u opiekuna zbiorów na Jasnej Górze, ojca Jana Golonki. To jakim tropem by szedł kolega to nie ma nic do rzeczy. W konserwacji liczą się tylko fakty. Niech mi kolega wytłumaczy dlaczego pociemnienie lica obrazu ma się nijak do pocimnienia karnacji bo się pogubiłem ? To znaczy, że co, nacierali tylko szaty i tło, a karnacji nie ? Pociemniało całe lico obrazu, łącznie z karnacją. Skąd kolega wie, że biel ołowiana pociemniała ? Biel ta ciemnieje w praktyce bardzo rzadko (oczywiście inaczej zachowuje się w malarstwie ściennym) i tylko w określonych warunkach. Przyznam, że w naszych badaniach malarstwa sztalugowego nigdy z tym się nie spotkaliśmy.

Proponuję wrócić do tematu właściwego czyli jak metodami historycznymi (XIII wiek) zabezpieczyć malarstwo przed działaniem wody, a nie zanudzać pozostałych forumowiczów akademickimi rozważaniami na temat technik i technologii malarskich na przestrzeni dziejów.
Gloria z Krakowa
Kochani, pomagacie... :)

W sprawie, od której się zaczęło, do rzeczy i językiem absolutnego laika. Mamy taki plan. Namalować obraz na owiniętym pótnem podłożu wykonanym z desek (sosnowych?) połączonych listwami i klejem kazeinowym (Prezbiter), lub kostnym. Dwumetrowej płaszczyzny oczywiście nie sposób wygotować, więc natrzemy ją pokostem. Zagruntujemy potem kredą, wodą, jajkiem i też pokostem. Następnie malujemy temperą (zapewne ze sklepowych pigmentów) na koglu-moglu i znów nacieramy pokostem, białkiem, albo żywicą*. Oczywiście przepis nie jest mój, tylko go przytaczam:)
Może być i wystarczy?

A teraz pytania zaciekawionej. Jak zdążyłam się dowiedzieć, szelak to odmiana żywicy naturalnej pozyskiwanej z robaczków żyjących na terenach Indii i Tajlandii. Czy naprawdę ta substancja była znana niespecjalnie zamożnym warsztatom XIII-wiecznej Polski? Albo inne afrykańskie sandraki?

CYTAT
W żadnym razie sprawy nie rozwiązuje werniks ponieważ samego pojęcia werniks w znaczeniu jakim dzisiaj używamy nie było w XIII w (vernition to nie werniks).

W Prezbiterze (i w Hermenei też) jest rozdział poświęcony werniksowi zwanemu vernition (z żywicy, lub żywicy z olejem). Inna rzecz, że w oryginale jest „de glutine vernition”, co chyba znaczy niedokładnie to samo, a jak chodzą słuchy w innym temacie ten tłumacz lubi sobie pofantazjować:) Mam jednak rozumieć, że vernition (czymkolwiek by nie było z punktu widzenia słowotwórstwa) spełnia jakieś funkcje ochronne i farba pod nim się nie rozpłynie?
*A skąd wziąć surowiec? Przetopić z kalafonii?

Dziękuję i przepraszam za namieszanie:)
vroobell
Podłączam się pod pytanie Glorii. Chcę zabezpieczyć przed wpływem wilgoci malunek na pawęży - będzie dosyć często na dworze.
Bartosz
Co do twojego pytania Owen o atak mikrobiologiczny, to po prostu "zabezpieczony perełką", który zostanie wystawiony na działanie czynników atmosferycznych (deszcz, słońce etc.) zacznie pleśnieć (pisze tu ogólnie, nie ma sensu wdawać się w dyskusje, czy to będą bakterie, pleśnie, grzyby niedoskonałe, czy promieniowce).

Teraz będzie dłuższa odpowiedź dla Assura:

1. Woda nie jest spoiwem, tylko rozpuszczalnikiem. To że rozcierano pigment w wodzie a potem się nim malowano nie świadczy to o tym, że woda jest spoiwem. Po jej odparowaniu cząsteczki mogły się trzymać na zasadzie oddziaływań elektrostatycznych, choć raczej kiepsko.

2. Nie wrzucał bym żadnego obiektu do wanny na waszym miejscu, bo będzie to miało opłakane skutki, niezależnie od podłoża (nie wiem czemu zacząłeś pisać w liczbie mnogiej). To oczywiście żart i rozumiem wyolbrzymienie. Ale dużo mówi o podejściu. Nalewno nie padło by z ust konserwatora. Nic kolega nie rozumie. Prób jak pisałem dokonywałem na ikonach, które były w konserwacji. To, że wasze były odporne mogło być wynikiem wcześniejszych działań konserwatorskich. Twardnienie tempery z czasem to bzdura - poprośże o reakcje chemiczne, które to udowadniają. I skąd Ci się w temperze nagle wzięły garbniki? Hopliński nie jest najaktualniejszym opracowaniem na temat farb i spoiw. Badanie jak i świat pędza do przodu. Proponuje uaktualnić literaturę.

3. Podważanie autorytetu profesora Flika, jak i w tym momencie Sleśińskiego jest dość odważne.
Nie odniosę się do tego. Jak widać kolega przeprowadził kompleksowe badania obiektów z PN i pd. europy. Ukazało się to gdzieś? Co zaś do terpentyny weneckiej używanej w XIII wieku, to proszę mi wskazać miejsce gdzie to napisałem. Napisałem tylko jak w późniejszym okresie były modyfikowane.

4. Nie widzę powodu, dla którego wymaganie wysokoprocentowego alkoholu czyli spirytusu, było jakimkolwiek problemem. Spirytus nie rozpulchnia warstwy malowanej temperą, nawet świeżą. Radził bym przypomnieć sobie trójkąt rozpuszczalności, oraz sam sposób działania rozpuszczalników. To są chemiczne podstawy konserwacji malarstwa. Ostatnio sam zabezpieczałem tarcze malowaną temperą żółtkową werniksem 12% szelaku i efekt jest więcej niż zadowalający. O damarze chętnie doczytam, dziękuje za podanie źródła.

5. Żeby daleko nie szukać ostatnio zakładałem jako werniks roboczy damare w benzynie lakowej na drewno sosnowe. Chodziło o dorobienie fleka do tarczy herbowej (tech. olejna) z XVII w. notabene z zamku joannitów w Słońsku (obecnie ruina). Ze względy na gatunek drewna i zmiany reologiczne obiekt jest trzymany w komorze wilgotnościowej. Szelak zdejmowałem po 2 tygodniach, tzn. po skończeniu prac z flekiem. Nie był zaślepnięty, mimo wysokiej wilgotność.

6. Ciemnienie lica obrazu do koloru karnacji ma się nijak ponieważ: Gdyby z jasnej karnacji zrobiła się czarna pod wpływem ciemnienia całego lica, to reszta obrazu była by w ogóle nie czytelna. Ale jak będę na jasnej górze chętnie spojrzę do dokumentacji konserwatorskiej. Cóż biel ołowiowa ciemnieje w warstwach malarskich obiektów sztalugowych. Tu nie mamy się o co sprzeczać, to fakt.


Glorio:
Podejmujecie się trudnego i pracochłonnego zadania. Fajnie, że ktoś chce robic takie rzeczy. Jeśli potrzebujesz konsultacji technologicznej służe pomocą. Prosze skorzystaj z opcji PW, bo ten temat i tak zaczyna się rozjeżdzać a moderatorzy w końcy stracą cierpliwość smile.gif Natomiast wiele rzeczy o tkórych piszesz wymaga sprostowania smile.gif

Zas co do malunku na pawęży, to będę bronił swojej wersji smile.gif Szelak.
Marek z Bytomia
Dziwi mnie skąd tyle wiesz o moim podejściu jak rozumiem do dzieł sztuki ? piszę w liczbie mnogiej ponieważ razem z żoną prowadzimy pracownię i razem z żoną odpisujemy na twoje posty. W żadnym razie nie podważam autorytetu prof Flika, a tym bardziej Ślesińskiego. Poprostu rozbawiło nas do łez, że slogan o tych zaprawach, który słyszeliśmy na I roku, po 10 latach ty przytaczasz jako argument w dyskusji. Z tym uaktualnieniem literatury to może tak szybko nie wyjeżdżaj. Jest to bardzo tani argument obecny wielokrotnie nie tylko na tym forum, ale na każdym innym niezależnie od tematu. Powiedz co w książce Hoplińskiego straciło na aktualności ? Co do "Czarnej Madonny" to widziałeś ją kiedyś z bliska bez koszulki ?(zabrzmiało to jak porno smile.gif ale chyba wiadomo o co chodzi). Temat chyba sie wyczerpał.
Dąbrówka
Co do wodoodporności - próbowałam użycia na papierze farby z pigmentów sztucznych w spoiwie w postaci galarety z żywicy czereśniowej (sproszkowanej i zalanej wrzątkiem). W oryginale miała być wiśniowa, ale to chyba nie ma specjalnego znaczenia. Powierzchnia wyszła całkiem ładna i raczej wodoodporna (nie traktowałam kart mojego śpiewnika sikawką, ale średni deszcz powinno wytrzymać - plamki, które robiłam w ramach testów, szorowałam potem mokrym pędzlem i nic). Wadą jest to, że taka farba schnie masakrycznie powoli, oczekiwanie na to to prawdziwa tortura, no i oczywiście właściwości wodoodporne zyskuje dopiero po wyschnięciu.
Prezbiter polecał także do drewna coś w rodzaju farb olejnych o ile w mojej głowie coś się nie poprzestawiało.
Gloria z Krakowa
Wielka decha, o którą narobiłam tyle krzyku, sprawuje się pięknie. Poeksperymentowałam jednak samodzielnie z lipowymi deseczkami. Można powiedzieć, że poniosłam klęskę na całej linii.
Rozpuszczone w oleju naturalne pigmenty są cudowne i paćka się nimi o wiele fajniej, niż gotowymi sklepowymi farbami. Schną jednak całą wieczność, a obrazki wystawione na jeden dzień na słońce zaczęły się chyba ponownie rozmazywać. Jeden popękał – czy dlatego, że z chwilowego braku oleju lnianego potraktowałam go smażalniczym? W deseczki nie wcierałam pokostu, tylko dałam od razu podkład z kredy i kleju kostnego. Odkształciły się, a jedna pęka w miejscach spojenia (łączone z kilku kawałków sprzedano mi jako profesjonalne malarskie deseczki. Chcąc zrzucić na kogoś odpowiedzialność zakładam, iż było to nadużycie;)) A może to niewłaściwe proporcje spowodowały i wygięcie (za gęsta gruba warstwa) i pękanie?
Próbnie rozpuściłam kalafonię na werniks; łączona z pokostem momentalnie tężeje, natomiast ze spirytusem (salicylowym z apteki) jakoś działa i od biedy się rozsmarowuje. Boję się jednak nakładać na wyschniętą farbę. Czy mogę?;-) Czy tak przyrządzona substancja nie zmatowieje, ani nie przyciemni drastycznie kolorów?

Przyłączam się też do pytania Vroobla. Jak radzicie sobie z zabezpieczaniem pawęży? Czy żywicy/szelakowi (kruche toto) poza deszczem nie zaszkodzi częsty kontakt z rozpędzonymi kilogramami żelaza?

Można również poprosić o jakąś w miarę lekkostrawną bibliografię? Postaram się dokształcić we własnym zakresie, kiedy odzyskam dostęp do naukowych bibliotek:)
robert w. Wielki
Z zjadliwą literaturą może być trudno...wszelkie ,, podręczniki "do technologi malarskiej (Doernera-chyba najlepszy, czy Śleszyńskiego-więcej niejasności)-są bardzo pomocne , jeśli ktoś tłómaczyłby Ci o co autorom w danym momencie chodziło , albo gdybyś sama posiadała już pewną wiedzę...
Co tyczy się werniksowania malunków na tarczach to hmm:zależy czy malowałaś olejną czy temperą;olejną możesz spokojnie traktować werniksem damarowym , czy matyksowym;w przypadku tempery , pamiętaj że niektóre pigmenty pod werniksem drastycznie zmieniają kolor icon_sad.gif
Niewętpliwie od udeżeń werniks będze się niszczył , nawet bardzo ...(werniks można usunąć
podobno terpentyną-nie próbowałem , nie wypowiadam się..)ale zawsze lepiej werniks niż samo malowidło-może choć trochę ,,zamortyzuje" udeżenie...uf! narazie tyle jeśli bedę mógłjeszcze pomóc- słożę!
POzdrawiam!
Gloria z Krakowa
CYTAT(robert w. Wielki @ 20:54 20.08.2007) [snapback]198077[/snapback]
Co tyczy się werniksowania malunków na tarczach to zależy czy malowałaś olejną czy temperą; olejną możesz spokojnie traktować werniksem damarowym, czy matyksowym; w przypadku tempery pamiętaj, że niektóre pigmenty pod werniksem drastycznie zmieniają kolor


Nigdy jeszcze nie malowałam pawęży, ale niecnie planuję;> Dla dobra rekonstrukcji mam na uwadze tylko naturalne pigmenty, więc sklepowe "tempery" i "olejne" odpadają, jeśli to miałeś na myśli. To samo tyczy tzw. werniksu damarowego końcowego, który musi chyba zawierać domieszkę niehistorycznych chemicznych składników. W przeciwnym razie każdy by go używał i wszystkie powyższe rozważania nie miałyby sensu:) Jeśli twierdzisz, że olej jest w tym wypadku rozpuszczalnikiem lepszym od żółtka, oczywiście mogę się dostosować, zwłaszcza, że nie wszystkie pigmenty reagują z koglem-moglem. Dzięki!

A wracając jeszcze do żywicy: jakich rodzajów najlepiej używać? Teofil pisze o rozpuszczalnej w oleju żywicy zwanej fornis, pod którą to nazwą prawdopodobnie kryje się sandrak, bądź żywica sosny marokańskiej. Jej europejska siostra nie rozpuszcza się jednak w oleju (testowałam na kalafonii, którą kupiłam, bo jest tania). Dionizjusz z Furny pisze przychylnie o żywicy jodłowej i aloesowej, ale skąd je wziąć. Czereśniowa się nada? Przymierzałam się też do szelaku, powiedziano mi jednak, że substancja po rozcieńczeniu i nałożeniu na obraz zachowa pierwotny odcień. Wydaje mi się to jednak przesadą, gdyż nikt w takim razie by go nie używał.
I jeszcze jedno pytanie z ciekawości: Teofil pisze o mieszaniu farb z żywicą coś takiego, a Dąbrówka potwierdza. Jak widać jest to zabieg czasochłonny i ogólnie skomplikowany. Skoro więc malarz decyduje się nań zamiast zwyczajnie utrzeć pigment z olejem, musi chyba odnosić szczególne korzyści. Może tak uzyskana farba jest trwalsza?
robert w. Wielki
Stanowczo miałem na myśli jedynie tradycyjne receptury: zarówno jeśli chodzi o farby jak i o werniks...
A więc tak:(wiem że to niepoprawna forma, ale pasuje mi;) )wernks damarowy-
samorobny,nie kupiony szajs, o którym nie wiadomo co wchodzi w jego skład-
jest to nic innego jak żywica damarowa ,,rozpuszczona" w terpentynie balsamicznej;
dla farb olejnych i temper używa się odmiennych proporcji żywicy i terprntyny,
ponadto to właśnie ilość terpwentyny wpływa na to czy werniks jest końcowy , czy pośredni;

Odemnie to na razie tyle, czekam na pytania , niejasności do moich wypowiedzi
P.S. ja również nie malowałem jeszcz tarczy , ale proces ten nie różni się praktycznie niczym od malowanie ,,średniowieczną" metodą...
robert w. Wielki
Chyba muszę udeżyć się w piersi, poniewarz zapomniałem , Że niewiem od kiedy w Europie
znane są żywice damarowa i matyksowa-pochodza z wschodnich drzew iglastych...
w związku z tym do powyższego zastosowania może się nie nadawać...niemniej niewątpliwie
samodzielnie wykonany werniks zabezpieczy wasze malowidła na tarcze.Przypomniały mi się jeszcze dwie rzeczy:
-ferba olejna nadawałaby się świetnie do malowania tarcz paradnych(takich jak słynna burgundzka pawężka ze sceną damy serca z jaj rycerzem)-dla prZeciętnego wojaka jednak tempery...
-sposób przygotowania werniksu damarowego dosć jasno opisuje Doerner.
Uf..no na razie tyle cool.gif
Gloria z Krakowa
Łaaa, znalazłam stary temat o malowaniu tarcz!
http://www.freha.pl/index.php?showtopic=3928

Jako jednak, że tutejsza dyskusja rozwinęła się w interesującym mnie kierunku, pociągnę ją dalej nie zmieniając działu. Myślę, że właściciele przeznaczonych do pokolorowania tarcz się nie obrażą.

CYTAT(Bartosz @ 17:07 10.12.2005) [snapback]127614[/snapback]
Jeszcze nie malowałem w ten sposób tarczy (bo jest w trakcie produkcji) ale już niedługo będę tą właśnie metodą. W sumie wygląda to tak jak malowanie XIII wiecznego obrazu:
- deska - zaklejona
- naklejenie na deskę płótna (niekonieczne w malarstwie ale w tarczy wiadomo, że poprawia właściwości)
- nałożenie grunty (kredowego lub gipsowego) w przypadku tarczy dość wysoko procentowego i cienkiego
- szlifowanie gruntu
- malowanie temperami
- werniks białkowy
(przeklejenie i grunty - klej glutynowy)
Grunt nie wiem jak sprawdzi się pod naporem topora:) ale wiem, że można zrobi grunt na tyle silny by trzeba było go szlifowac szlifierką:) na obrazkach moich testowa zaprawy toporem nie będę - wybaczcie:)
poza tym zaprawa wystarczy cienka (nie jak na deski pozłotnicze:))
może ktoś już gruntował tarcze i testował to się podzieli wrażeniami
ewentualnie niedługo zrobię to ja:)

I jak, testowałeś?:)
Czyli tak. Najpierw malnąć deskę klejem kostnym lub podobnym, poczekać aż przeschnie, malnąć jeszcze raz i obić płótnem. Potem podkład... wysokoprocentowy? Co to znaczy? Bo kojarzy mi się wyłącznie z napojami wyskokowymi;) Werniks białkowy. Proponowano już to rozwiązanie, ale zapytam jeszcze raz, nie chcąc zebrać od właściciela tarczy przeznaczonych dla niej cięgów: samo białko wystarcza? Żadnego babrania się w żywicach? Hm, to po co są tamte rozwiązania?;)

CYTAT(Gwyn @ 15:28 11.12.2005) [snapback]127711[/snapback]
Tempera oczywiście nie jest obowiązkowa, choć wskazana. Klej skórny też nieźle wiąże barwniki, no i służy do przygotowywania podkładu (gesso- klej skórny, kreda/gips).

Ojej, można robić farbki na kleju? Pigmenty rozpuszczą się i nie staną brązowym glutem? A jak będą wyglądać ich wodoodporne właściwości?

CYTAT(robert w. Wielki @ 16:54 21.08.2007) [snapback]198172[/snapback]
Wernks damarowy (...) jest to nic innego, jak żywica damarowa ,,rozpuszczona" w terpentynie balsamicznej; dla farb olejnych i temper używa się odmiennych proporcji żywicy i terpentyny, ponadto to właśnie ilość terpentyny wpływa na to, czy werniks jest końcowy, czy pośredni.

A jak wyglądają te proporcje dla obu typów? Zapewne w końcowym żywicy jest więcej?
Odnośnie terpentyny: obiło mi się o uszy, że w średniowieczu nie była jeszcze stosowana...

CYTAT(robert w. Wielki @ 19:57 21.08.2007) [snapback]198190[/snapback]
Sposób przygotowania werniksu damarowego dość jasno opisuje Doerner.

Czyli wiem już czyje pozycje łapać w pierwszej kolejności, kiedy otrzymam nowy indeks i otworzą się przede mną podwoje książkowego Sezamu. Pytanie tylko czy wytrzymam do października;)


Jako że temat dawno przestał już dotyczyć farb (nie umiem zmienić nazwy – może moderator mógłby?), zadam jeszcze pytanie z innej beczki: czy cienka warstwa żywicy położona niewprawnie na cieniutką sosnową płytę jest w stanie zaszkodzić tej ostatniej? Jeśli zepsuję, mogę się szykować na śmierć.
robert w. Wielki
Owszem terpentyny nie używano w średniowieczu-nie jestem pewien od kiedy (od mniej wiecej kilku wieków) w użyciu był,,olejek terpentynowy-nie miałem z tym nigdy do czynienia ;można zastąpić go właśnie terpentyną;
Proporcji na werniks dokładnie nie pamiętam(od tego śą po prosti książki);
Co doost. pyt. nie bardzo rozumiem-w jakim celu?- uważam, że werniks nie ma prawa zaszkodzić...chociażnie bardzo rozumiem dlaczxego piszesz,,żywica"
księstwo nyskie
Najlepsza farba do malowania po średniowiecznemu to temperowa na podstawie jajka.
robert w. Wielki
Są lepsze farby icon_mrgreen.gif zależy po prostu w jakim celu mają być użyte różne farby mają różne
właściwości.Odmian temper już w średniowieczu było sporo.Malaże typu Van Eyck
zawsze używali jednocześnie różnych typów i pod typów farb.Do celów żemiieślniczych-chyba jednak faktycznie używano najczęściej tempery jajkowej.
Dominik13
Mam takie pytanie. Nigdzie nie znalazłem jakies receptury, przepisu do zrobienia tempery jajecznej. Podobno jest u Teofila ale niestety nie mam dostępu do tej książki. Czy ktoś kto posiada ten przepis mógłby mi go napisać? Z góry dziekuję.
_RK_
Bajecznie proste. Ucierasz barwnik w proszku z żóltkiem jaja.
Marek z Bytomia
CYTAT(_RK_ @ 06:13 07.01.2008) *
Bajecznie proste. Ucierasz barwnik w proszku z żóltkiem jaja.


hihi nie zapomnij dodać cukru i ani chybi wyjdzie kogiel-mogiel
_RK_
Blisko. Teofil zalecał dodawanie miodu o ile pamiętam. Nie pisze czy czeladnicy podżerali farby- tęczowe uśmiechy wyglądałyby uroczo.
paulinka
Czytałem wcześniejsze posty ale nadal nie wiem jak się robi tę zaprawe gipsowa/kredową?
Czy mógłby ktoś napisać jak się ją robi?
Gloria z Krakowa
Rozpuszczasz klej kostny lub skórny, wsypuąc go do metalowego naczynia, zalewając wodą na styk i wstawiając do drugiego naczynia z wrzątkiem (inaczej się przypali). Mieszasz sukcesywnie, aż granulki zamienią się w masę o kolorze i konsystencji miodu. Rozrzedzasz jeszcze wodą i dosypujesz kredy, gipsu bądź zgaszonego wapna. Ciężko mi sprecyzować jak wyglądają proporcje; robię mniej więcej 3:1, ale z ręką na sercu nie powiem, że to słuszne. Robi się płynny kremowy glut. Cienko przejeżdżasz nim deskę, czekasz aż wyschnie i szlifujesz delikatnym papierem ściernym. I tak parę razy. Klejowo- kredowa substancja jest półprzeźroczysta, więc dobrze pokrywa się nią gotowe szkice. Ma to tę zaletę, że szkic nie rozmaże się potem pod wpływem farby.

Dominiku: skany Teofila są w dziale literackim, w temacie o Teofilu:)
Viator
Hmmm... Co prawda maluje się farbami nie tylko tarcze i meble ale i obrazy, tym niemniej coraz mocniej zastanawiam się czy miejsce niniejszego wątku jest w dziale Sztuki i nauki czy raczej Rzemiosła?

Nie chcę decydować bez konsultacji z Autorką. A zatem, Glorio - przenosimy? Tutaj pozostałby link dla pozostałych dyskutantów.

Zaproponuj też zmianę tytułu, jeśli ten wydaje Ci się zbyt wąski.

Pozdrawiam -
Mod. Andrzej / Viator
Aida
No proszę temat dla mnie z racji zawodu. smile.gif
Mam trochę materiałów n.t. technologii malarstwa i nawet troszkę praktyki więc pytajcie. :D Jak nie będę pamiętać to zajrzę do książek.
Puszkin
Czołem

A mam pytanie jaki jest historyczny sposób konserwacji namalowanego obrazu??
-może być np. olej lniany, z tym ,że mogło to by być mało wydajne czytałem gdzieś, że może być werniks ale znano już werniks w XVw?
kruk79
CYTAT(Puszkin @ 12:27 04.03.2008) *
Czołem

A mam pytanie jaki jest historyczny sposób konserwacji namalowanego obrazu??
-może być np. olej lniany, z tym ,że mogło to by być mało wydajne czytałem gdzieś, że może być werniks ale znano już werniks w XVw?

TAK.

"Herakliusz (w.IX) podaje przepis na zaprawę na drewno m.in. olej lniany z bielą ołowiową, zaś na werniks zaleca olej lniany z sandarakiem lub bursztynem [...] - s. 30 Jan Hopliński "farby i spoiwa malarskie"
Gloria z Krakowa
Mam pytanie o średniowieczny ekwiwalent bieli ołowianej, której szkodliwe właściwości każą mi pozostawać przy tytanowej podróbie. Czy w ogóle był jakiś, do stosowania na drewnie i papierze?

Do fresków na pewno stosowano biel świętojańską z wapna poddanego karbonizacji (jak to mądrze brzmi). Barwnik ten nie nadaje się jednak do malarstwa sztalugowego, a zwykłe wapno gaszone nie nadaje się do malowania w ogóle. Wyszperałam też coś o bieli kostnej (otrzymywana przez prażenie z dostępem powietrza odtłuszczonych kości, stosowana do zapraw & rozbielania cynobru i aurypigmentu - i pewnie niczego więcej), oraz malarskich właściwościach kredy. Ta ostatnia rzekomo miała być używana czasem jako pigment do drewna i rękopisów, niemniej moje próby wody, żółtka i oleju jakoś tego nie potwierdzają.
Aha - jeszcze bardzo drogi, pochodzący głównie z importu kaolin do podkładów i mieszania z bielą ołowianą. Pewnie też się nie nadaje do samodzielnego stosowania?

Trucie się ołowiem wykracza poza granice rekonstrukcji, a do bezpiecznego używania potrzebna jest - z tego, co słyszałam - jakaś specjalna maska i wentylator. A może istnieją jednak bardziej przyjazne dla domowo-biurkowych warunków przepisy BHP?
robert w. Wielki
Czołem ! Czy wiecie jak przygotować werniks szelakowy?
(kojarzy mi się czytałem coś o rozpuszczaniu szelaku w spirytusie..?-jeśli mam rację, to w jakich proporcjach?)
Czy jest jakiś inny werniks odpowiedni do temper ( pragnę zabezpieczyć malunek na pawęży)-
- ktoś w tym temacie wspominał o werniksie białkowym..?
Pozdr, Robert.
Sauron
A propos Teofila - jest dostępny cały w "Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej" (dobre i to, choć do niemieckich, angielskich czy choćby francuskich zasobów cyfrowych to ciągle... przepaść)

http://kpbc.umk.pl/dlibra/docmetadata?id=38296
Gloria z Krakowa
Ja zamalowuję temperę olejną zwykłym białkiem. Działa świetnie (tylko warto poczekać z nim kilka dni: zbyt wcześnie zamalowana farba może się złuszczyć, choćby wyglądała na wyschniętą). Pokost daje ten sam efekt, przynajmniej na drewnie, bo na papierze nie pamiętam czy próbowałam.
Szelak... To się podobno rozpuszcza w spirytusie na gorąco. Raz próbowałam. Efektem była dziwnie zbrylona masa przypominająca nadpalony plastik. Chyba nie o to miało chodzić:-)

Przyłączam się do pytania, poza tym nadal nieśmiało czekam, aż ktoś zainteresuje się sprawą nieszkodliwej historycznej bieli:)
robert w. Wielki
Słuchaj-nie wiem czy dobrze rozumiem-pokryłaś malowidło temperowe dosłownie samym białkiem?
Bez niczego?
PZDR.
Gloria z Krakowa
Ano tak robię. Działa i nawet odrobinę pełni rolę glazury:) Na pawęży na razie nie sprawdzałam (choć myślę, że cios toporem załatwi każdy werniks jednakowo skutecznie), mogę się podzielić uwagami za jakiś czas.
A sugerujesz, że popełniam jakiś grzech zaniedbania?

Po prawdzie o historyczności tego zabiegu wiem tylko ze źródeł słuchowych (może czegoś nie zrozumiałam), więc niech się lepiej jeszcze wypowiedzą mądrzejsi i uczeni w piśmie. Wiem tyle, że skutkuje, oraz że kurze białko występowało w średniowieczu, czasem nawet w formie ubitej jako składnik tempery;)
O zabezpieczaniu malunków samym pokostem (rozcieranym na drewnie ręką lub gąbką) pisał Cennini, więc metoda jest ze wszech miar w porządku.
robert w. Wielki
Nic nie sugeruję, po prostu chcę się dowiedzieć czegoś więcej, bo wolę smarnąć malunek samym białkiem, jeśli ta metoda jest ok, niż kombinować jakiś wydumany werniks.
Pzdr
Sauron
Witam,

Tutaj wersja Teofila w postaci tekstu (wyszukiwanie, cytowanie etc. mozliwe) http://almanach.ordugh.org/wiki/0_Sztukach...si%C4%85g_Troje
Morski
CYTAT(robert w. Wielki @ 15:51 13.09.2009) *
Nic nie sugeruję, po prostu chcę się dowiedzieć czegoś więcej, bo wolę smarnąć malunek samym białkiem, jeśli ta metoda jest ok, niż kombinować jakiś wydumany werniks.
Pzdr


Kupujesz w sklepie internetowym 100g szelaku bielonego (12zł), lub 250g szelaku lemon (bez wosku) (14zł) oraz 1l spirytusu RB1 (12zł).
Wsypujesz do butelki (polecam plastik po mleku) szelak 100g, zalewasz ćwiartką spirytusu i przez godzinkę telepiesz tym wytrwale (z przerwami oczywiście bo to wkurzające zajęcie) aż się rozpuści.
Taką gęstą politurką robisz próbkę, maluj cienko, miękkim pędzlem, tarcza w pionie!
Jak będzie się ciągnąć za pędzlem, albo będą wychodzić zacieki, rozcieńczyć spirytusem.
Konsystencja wg mnie najlepsza jest wtedy gdy politurka ścieka długo z zamoczonego pędzla cienką strużką. Ale najlepiej wypraktykować samemu. Nie polecam gotowej politury bo jest za rzadka (15% a potrzeba 30%)

Miłej pracy.
Gloria z Krakowa
Kochany drogi Morski. Pytanie będzie, że ręce załamać, ale daleko mi zarówno do chemii, jak alkoholizmu. Nie wiem co to jest spirytus RB1 (czy historyczny?) i wpisanie hasła w google niewiele pomogło. Jeśli to się kupuje w sklepie internetowym, to można prosić adres?
Podobno do szelaku nadaje się czysty spirytus. Pans przedający szelak zalecił sklep monopolowy. Na miejscu jednak powiedziano, że u nich absolutnie czystego spirytusu nie dostanę i kazano pójść do apteki. Panie zaś aptekarki odesłały mnie z powrotem, twierdząc, że zaopatrują się w monopolu:) Próbowałam więc rozpuścić szelak Jakimś Czymś i... efekty są już znane.
Morski
CYTAT(Gloria z Krakowa @ 22:40 17.09.2009) *
Kochany drogi Morski. Pytanie będzie, że ręce załamać, ale daleko mi zarówno do chemii, jak alkoholizmu. Nie wiem co to jest spirytus RB1 (czy historyczny?) i wpisanie hasła w google niewiele pomogło. Jeśli to się kupuje w sklepie internetowym, to można prosić adres?
Podobno do szelaku nadaje się czysty spirytus. Pans przedający szelak zalecił sklep monopolowy. Na miejscu jednak powiedziano, że u nich absolutnie czystego spirytusu nie dostanę i kazano pójść do apteki. Panie zaś aptekarki odesłały mnie z powrotem, twierdząc, że zaopatrują się w monopolu:) Próbowałam więc rozpuścić szelak Jakimś Czymś i... efekty są już znane.


Sorry, ale obśmiałem się jak norka smile.gif kiedyś w aptece jak chciałem kupić spirytus - cena kosmiczna!
RB1 nazwa handlowa alkoholu etylowego bezwodnego (99,9%), może być też denaturat, ale on już jest słabszy (gorzej odparowuje) no i barwi troszkę podłoże, a to nie wskazane.
Przepraszam też bo teraz nazywa się to rozpuszczalnik do szelaku!
Link na allegro -->
U tego sprzedawcy również inne frykasy
np. szelak -->
Niestety po 1/2kg najmniej.

Jeśli chcesz to podam Ci parę starych i nowych receptur do twoich produkcji (wypraktykowanych a nie wydumanych), ale napisz konkretnie o co chodzi, bo jest tego naprawdę dużo.
Gloria z Krakowa
Dziękuję! A za śmiech mnie nie musisz przepraszać, odtwarzam błazna;]

Póki co mój szelak pokrywa się w słoiku metaforyczną pleśnią, a mnie jest dobrze z innymi środkami, tanimi i historycznymi. Pytam w celu rozwinięcia się w przyszłości, a wcześniej może skorzysta ktoś inny.
Najwięcej jest tu chyba malowaczy pawęży. Skoro więc podjąłeś się wolontariatu;) - czy są jakieś szczególne zalecenia dotyczące tej gałęzi sztuki? Pawęż zdecydowanie bardziej, niż ścienne produkcje, jest narażona na uszkodzenia mechaniczne. Jak ma się do nich powierzchnia szelaku? Pokost po walnięciu przynajmniej się nie odkrusza. A ona?
Ten spirytus o niemiłej do wymawiania nazwie pasi na XV wiek?
Morski
CYTAT(Gloria z Krakowa @ 23:27 17.09.2009) *
- czy są jakieś szczególne zalecenia dotyczące tej gałęzi sztuki? Pawęż zdecydowanie bardziej, niż ścienne produkcje, jest narażona na uszkodzenia mechaniczne. Jak ma się do nich powierzchnia szelaku? Pokost po walnięciu przynajmniej się nie odkrusza. A ona?
Ten spirytus o niemiłej do wymawiania nazwie pasi na XV wiek?


Szelak jest chyba najrozsądniejszym wyjściem, choć niehistorycznym bigsmile2.gif politurę stosowano w XVIII w. Spirytus pasi, co prawda nie 99,9% bo to dość nowy wynalazek, ale w dobrej śliwowicy szelak też się rozpuści smile.gif
Bardziej odpowiednie byłyby werniksy olejne na bazie żywic kopalnych, lub mastyksu czy żywic z niektórych gatunków drzew.
Ale i tak najbliżej oryginału będą pasty ze zmydlonego wosku.

A co do pawęży; dobry podkład to płótno na kleju przyklejone do deski i dobrze zagruntowane.
Grunt nawet da się rytować i malować nawet akwarelą, czy też złocić.

A trwałość i tak zależy głównie od stosowanych barwników (pigmentów), a mniej od spoiwa.
Gloria z Krakowa
Tak to jest, kiedy człowiek najpierw się wymądrza, a potem czyta...

Właśnie doczytałam w książce, że białko po wyschnięciu nie traci wrażliwości na wodę. Zresztą Marek z Bytomia pisał o tym dwa lata temu, tylko zapomniałam:P W komentarzu do Cenniniego piszą o j e d n y m zabytku sztuki polskiej zabezpieczonym w ten sposób (Tryptyk z Kobylina, XVI wiek). Sam Cennini pisał jednak o białku ubitym i następnie skroplonym - bez dodatkowego komentarza.
Czyli, Robercie, póki co smarujemy pawęże pokostem?
Parę razy czyściłam na mokro zapaprany, a uprzednio zabiałkowany papier i schodziły tylko zabrudzenia, a malunek pod spodem zostawał. Białko nadaje papierowi połysk, farbki pod spodem wyglądają żywiej i ładniej. Właściciele zabezpieczonych przy jego pomocy kart (międlonych w łapach, podobno czymś poplamionych) się nie skarżą. Ale papier to papier i w wypadku konkretniejszej wilgoci i tak trzeba z nim uciekać, bez względu na werniks.

A co do żywic: czy w grę wchodzą tylko egzotyczne zamorskie gatunki? Z krajowych wiem, że wiśnia/czereśnia mogą służyć celom plastycznym, ale ciężko zdobyć je drogą inną, niż samodzielne zbieranie (w Kremerze powiedzieli, że nigdy czegoś takiego nie mieli, a ja też nie dysponuję czereśnią). Kalafonia chyba się nie nadaje?:] Chyba ktoś mówił, że jest podła i ślepnie.
Szelak jest niehistoryczny? Konserwator Adam piszący z konta Bartosza mówił na odwrót:)

Czym mogły w Europie Środkowej dysponować nieco uboższe pracownie? Czytałam te książki omawiane w temacie, do których udało mi się dotrzeć (i które zrozumiałam), oraz co mi wpadło w ręce o konserwacji konkretnych obrazów. Ale po pierwsze to za mało:], a po drugie wszystko o wielkich dziełach na poważne zlecenia. Co z prostszym rzemiosłem pokroju zdobienia skrzynek na dokumenty?


*************************

Uwaga, sekcja rozrywkowa nie śpi, teraz będziecie się śmiać.

http://www.female.pl/ebook1/6086/Techniki-...5%84ski./25694/

http://www.female.pl/ebook1/6086/Farby-i-s...-Wyd.-2./62326/

Adres strony jest nader osobliwy w kontekście sztuki innej, niż bodypainting;) Może dlatego po kliknięciu "ściągnij" odsyła mnie do strony głównej. To jest jakiś żart, prawda?! Nie da się z tego czegoś normalnie ściągnąć ebooków i wy też nie dacie rady?
robert w. Wielki
Jeszcze się nie zdecydowałem crazy.gif jestem przed oklejaniem lipowego szkieletu, a języka zaciągam aby sobie wszystko jeszcze raz przemyśleć..
Dzięki za pomoc, pozdro, R.
Morski
CYTAT(Gloria z Krakowa @ 01:12 18.09.2009) *
Uwaga, sekcja rozrywkowa nie śpi, teraz będziecie się śmiać.

http://www.female.pl/ebook1/6086/Techniki-...5%84ski./25694/

http://www.female.pl/ebook1/6086/Farby-i-s...-Wyd.-2./62326/

Adres strony jest nader osobliwy w kontekście sztuki innej, niż bodypainting;) Może dlatego po kliknięciu "ściągnij" odsyła mnie do strony głównej. To jest jakiś żart, prawda?! Nie da się z tego czegoś normalnie ściągnąć ebooków i wy też nie dacie rady?


No pewnie, że to na jaja, bo te książki są pod ochroną prawną, ale polecam Allegro, ostatnio Ślesińskiego widziałem za 18zł.
robert w. Wielki
A ja polecam Doernera. Na allegro jego książeczka osiągnęła znacznie wyższą cenę niestety icon_sad.gif
Do znalezienia w dobrych bibliotekach:
Max Doerner ,,Materiały malarskie i ich zastosowania", moim zdaniem , jest lepszy.
Morski
CYTAT(robert w. Wielki @ 21:00 18.09.2009) *
A ja polecam Doernera. Na allegro jego książeczka osiągnęła znacznie wyższą cenę niestety icon_sad.gif
Do znalezienia w dobrych bibliotekach:
Max Doerner ,,Materiały malarskie i ich zastosowania", moim zdaniem , jest lepszy.


A ja polecam na razie stronkę: Alchemia malarstwa
Bo jest naprawdę dobra i darmo!
Rita
Nie polecam szelaku do werniksowania tarcz. Nie jest wodoodporny i brązowieje pod wpływem słońca. Po wpływem wody robi się mętny jak kisiel i odłazi.

Tryptyk Memlinga jest pokryty tysiącami warstw laserunku opartego na werniksie mastyksowym, terpentynie weneckiej i oleju.
Nie widzę zatem powodu, aby nie stosować werniksu damarowego czy mastyksu na tarczach. Trzeba tylko pamiętać, żeby nałożyć dwie lub więcej warstw. Inaczej nie uzyskamy pełnej wodoodporności.


Krótko o werniksach : http://pl.wikipedia.org/wiki/Werniks
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2014 Invision Power Services, Inc.